Prowadzisz sklep lub stronę firmową? Te elementy warto monitorować automatycznie
Strona internetowa firmy może wyglądać poprawnie, otwierać się bez większych problemów i mimo to nie działać tak, jak powinna. W przypadku prostego serwisu wizytówkowego konsekwencje mogą ograniczyć się do utraconego zapytania od potencjalnego klienta. W sklepie internetowym nawet pozornie drobna usterka może natomiast zablokować składanie zamówień i bezpośrednio przełożyć się na sprzedaż.
Problem polega na tym, że wielu takich awarii nie widać od razu. Strona główna może działać, podczas gdy nie działa formularz kontaktowy. Karta produktu może wyświetlać się poprawnie, ale dodanie produktu do koszyka kończy się błędem. Serwer może odpowiadać, lecz witryna zaczyna ładować się tak wolno, że część użytkowników rezygnuje z dalszej wizyty.
Dlatego coraz większe znaczenie ma nie tylko samo utrzymywanie strony, ale także jej automatyczne monitorowanie.
Sama dostępność strony to dopiero początek
Najprostszy monitoring sprawdza, czy witryna w ogóle odpowiada. To bardzo ważne, ale daje tylko podstawową informację. Serwis może zwrócić poprawną odpowiedź techniczną, mimo że użytkownik zobaczy pustą stronę, komunikat błędu albo niepełną zawartość.
W praktyce warto więc kontrolować nie tylko to, czy serwer działa, ale także czy na stronie pojawiają się oczekiwane treści. Jeżeli z witryny firmy nagle zniknie numer telefonu, formularz, przycisk zakupu albo fragment oferty, właściciel serwisu powinien dowiedzieć się o tym możliwie szybko.
Tego typu automatyczna kontrola jest szczególnie przydatna po aktualizacjach systemu CMS, zmianach w szablonie, modyfikacjach wykonywanych przez agencję albo wdrożeniach nowych funkcji.
Dobrym punktem wyjścia jest monitoring strony internetowej, który pozwala automatycznie wykrywać zarówno całkowite awarie, jak i inne problemy wpływające na dostępność i prawidłowe działanie serwisu.
Szybkość strony też może się nagle pogorszyć
Wydajność witryny nie jest czymś stałym. Strona, która jednego dnia działa szybko, może kilka dni później zacząć wyraźnie zwalniać.
Przyczyną może być przeciążenie serwera, nowa wtyczka, nieoptymalne zapytanie do bazy danych, zbyt duże obrazy albo zewnętrzny skrypt ładowany z innego serwisu. Czasami problem pojawia się tylko okresowo, na przykład w godzinach największego ruchu.
Jeżeli szybkość sprawdzana jest wyłącznie ręcznie, takie zmiany łatwo przeoczyć. Użytkownicy mogą już odczuwać pogorszenie działania strony, podczas gdy jej właściciel nadal uważa, że wszystko funkcjonuje poprawnie.
W sklepie internetowym ma to szczególne znaczenie. Klient, który czeka zbyt długo na otwarcie kolejnej podstrony, może po prostu przerwać zakupy i przejść do konkurencji.
Dlatego czas ładowania najważniejszych podstron warto mierzyć regularnie i obserwować, czy nie pojawia się trwałe pogorszenie.
Formularze powinny być sprawdzane jak użytkownik
Jednym z najbardziej typowych przykładów ukrytej awarii jest niedziałający formularz kontaktowy.
Na pierwszy rzut oka wszystko może wyglądać prawidłowo. Pola są widoczne, przycisk wysyłania działa, a użytkownik nawet otrzymuje komunikat, że wiadomość została wysłana. Problem może jednak wystąpić później, na przykład na etapie zapisu danych lub wysyłki e-maila.
W takiej sytuacji firma może przez kilka dni nie otrzymywać zapytań i uznać, że po prostu zmniejszyło się zainteresowanie ofertą.
Podobne problemy mogą dotyczyć formularza rejestracji, zapisu do newslettera, rezerwacji terminu albo zgłoszenia reklamacji.
Dlatego samo sprawdzenie, czy podstrona z formularzem się otwiera, nie wystarczy. Warto automatycznie przechodzić przez cały proces i weryfikować jego końcowy rezultat.
W sklepie internetowym trzeba patrzeć na całą ścieżkę zakupową
Sklep składa się z wielu elementów, które są od siebie zależne. Jeżeli którykolwiek z nich przestanie działać, klient może nie być w stanie zakończyć zakupów.
Typowy proces zaczyna się od wejścia na stronę produktu, następnie obejmuje dodanie go do koszyka, przejście do zamówienia, uzupełnienie danych i wybór sposobu płatności. Każdy z tych etapów może ulec awarii niezależnie od pozostałych.
To oznacza, że sprawdzenie samej strony głównej sklepu daje bardzo ograniczoną wiedzę o jego rzeczywistym stanie.
Znacznie lepszym rozwiązaniem jest automatyczne odtwarzanie zachowania prawdziwego użytkownika. Do tego służy monitorowanie procesów, które pozwala sprawdzać całe sekwencje działań, na przykład wyszukanie produktu, dodanie go do koszyka i przejście kolejnych kroków procesu zakupowego.
Dzięki temu można wykryć problem, który nie byłby widoczny podczas zwykłego sprawdzania dostępności strony.
Certyfikat SSL i domena także wymagają uwagi
Nie wszystkie awarie wynikają z błędu aplikacji czy serwera. Czasem problem jest znacznie prostszy.
Przykładem może być wygasający certyfikat SSL. Jeżeli nie zostanie odnowiony na czas, przeglądarka zacznie ostrzegać użytkowników, że połączenie ze stroną nie jest bezpieczne. Dla wielu osób taki komunikat będzie wystarczającym powodem, żeby zrezygnować z dalszej wizyty.
Podobnie wygląda sytuacja z domeną. Jej wygaśnięcie może spowodować całkowitą niedostępność serwisu, mimo że sam hosting i aplikacja działają prawidłowo.
Są to problemy stosunkowo łatwe do uniknięcia, pod warunkiem że odpowiednie terminy są kontrolowane automatycznie.
Ważne są także elementy zewnętrzne
Współczesne strony korzystają z wielu usług dostarczanych przez zewnętrzne firmy. Mogą to być systemy płatności, mapy, narzędzia analityczne, widgety opinii, systemy czatu, platformy mailingowe czy zewnętrzne API.
Awaria jednej z tych usług może zakłócić działanie całej strony.
W sklepie szczególnie krytyczne są płatności. Jeżeli bramka płatnicza przestanie działać, klient może przejść niemal cały proces zakupowy i dopiero na końcu odkryć, że nie jest w stanie zapłacić.
Dlatego podczas projektowania monitoringu warto zastanowić się nie tylko nad własnym serwerem, ale także nad tym, od jakich zewnętrznych elementów zależy działanie serwisu.
Monitoring powinien skupiać się na tym, co najważniejsze
Nie ma potrzeby kontrolować każdego elementu strony z jednakową intensywnością. Największy sens ma monitorowanie tych funkcji, których awaria ma bezpośredni wpływ na klientów lub działalność firmy.
Dla jednej strony będzie to formularz kontaktowy. Dla innej logowanie do panelu klienta. W sklepie najważniejsze mogą być wyszukiwarka produktów, koszyk i proces zamawiania.
Warto więc spojrzeć na witrynę nie od strony technicznej, lecz oczami użytkownika. Trzeba zastanowić się, co odwiedzający robi po wejściu na stronę i które działania są kluczowe z punktu widzenia biznesu.
To właśnie te elementy powinny być kontrolowane w pierwszej kolejności.
Automatyczna kontrola zmniejsza ryzyko długich awarii
Nie da się zagwarantować, że strona nigdy nie przestanie działać. Można jednak znacząco skrócić czas pomiędzy wystąpieniem problemu a jego wykryciem.
W praktyce to właśnie ten czas często decyduje o skali strat. Awaria formularza trwająca kilka minut prawdopodobnie nie będzie miała większego znaczenia. Jeżeli jednak pozostanie niezauważona przez tydzień, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Automatyczny monitoring pozwala zastąpić przypadkowe wykrywanie problemów systematyczną kontrolą. Zamiast czekać, aż błąd zgłosi klient albo pracownik firmy, można otrzymać informację niemal natychmiast po jego wystąpieniu.
W przypadku strony firmowej oznacza to mniejsze ryzyko utraconych kontaktów. W sklepie internetowym może natomiast oznaczać realne ograniczenie strat w sprzedaży.
Najważniejsze jest więc nie samo pytanie „czy strona działa?”, ale „czy użytkownik może na niej bez problemu zrobić to, po co przyszedł?”. Dopiero monitoring odpowiadający na to drugie pytanie daje rzeczywisty obraz kondycji serwisu.